Większe dopłaty do ubezpieczeń rolnych, ziemia tylko dla rolników indywidualnych,  wyrównanie dopłat unijnych – to priorytety nowego ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Brzmi dobrze. Część analityków twierdzi jednak, że niektóre z tych projektów nie przyniosą realnych zmian, a w perspektywie mogą być nawet dla polskiego rolnictwa szkodliwe.

W pierwszej kolejności, jak zapowiedziała w swoim expose premier rządu PiS Beata Szydło, ministerstwo rolnictwa zajmie się kwestią dopłat do ubezpieczeń rolnych. Zgodnie z obowiązującą ustawą budżet dopłaca do składki stanowiącej 3,5 proc. sumy ubezpieczenia, według nowych przepisów ma to być dopłata do 9 proc. Dopłaty mają przysługiwać rolnikom w wysokości równo 65 proc., a nie jak w chwili obecnej do 65 proc. Dotacja będzie też przysługiwała firmom ubezpieczeniowym na pokrycie części odszkodowań wypłaconych rolnikom z tytułu szkód spowodowanych przez suszę. Będzie to aż 80 proc. różnicy pomiędzy łączną kwotą odszkodowań wypłaconych w danym roku kalendarzowym z tytułu suszy a kwotą stanowiącą 90 proc. sumy składek uiszczonych w danym roku kalendarzowym z tytułu zawarcia umów ubezpieczenia upraw. Jak twierdzą niektórzy analitycy, nie ma jednak potrzeby regulowania na nowo ubezpieczeń rolnych, bo obecna ustawa jest wystarczająca. Problem polega na tym, że rolnicy i tak nie chcą się ubezpieczać, niezależnie od preferencji w tym zakresie.

– Ubezpieczają się jedynie ci, dla których gospodarstwo rolne jest warsztatem pracy, a reszta, która tkwi na ojcowiźnie, nie jest zainteresowana ubezpieczeniem i z takimi gospodarstwami nie chcą też pracować firmy ubezpieczeniowe – powiedziała w jednym z wywiadów prof. Szkoły Głównej Handlowej Katarzyna Duczkowska-Małysz.

– Jestem przekonany, że nasza propozycja zmian, dotycząca zwiększenia udziału Skarbu Państwa w składkach ubezpieczeniowych, spowoduje, że liczba rolników, którzy będą się ubezpieczać, jednak wzrośnie – odpowiada nam zdecydowanie minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.

Eliminacja słupów

Minister twierdzi też, że nowy rząd skutecznie zahamuje zakup ziemi na tzw. słupa, czyli proceder, który trwa już w Polsce od kilku lat.

– W naszym programie zwracamy uwagę na to, aby nabywać ziemię mogli jedynie rolnicy, którzy prowadzą gospodarstwa rolne bądź zamierzają takie prowadzić, a ograniczeniem będzie 10-letni zakaz sprzedaży nabytych gruntów bez zgody sądu – mówi minister.

Politycy PiS twierdzą, że „polska ziemia rolna w znacznej skali może trafiać w ręce właścicieli, którzy nie będą zainteresowani jej uprawą, a tylko, albo głównie, lokatą kapitału”. Projekt nowelizacji ustawy uniemożliwia kupowanie nieruchomości rolnych przez spółki, spółdzielnie i inne tego typu podmioty. Projekt zakłada, że kupione gospodarstwo musi być prowadzone przez rolnika osobiście przez 10 lat i nie można go w tym czasie sprzedać ani wydzierżawić. W przypadkach losowych zgodę na sprzedaż może wydać sąd. Projekt wprowadza ściślejszą definicję rolnika indywidualnego. Warunek osobistej pracy w gospodarstwie jest spełniony między innymi wtedy, gdy dochody z prowadzenia gospodarstwa są nie niższe niż jedna czwarta wszystkich dochodów. Kryterium dochodowe stosowane będzie tylko do gospodarstw powyżej 20 ha. Agencja Nieruchomości Rolnych będzie miała wgląd do transakcji na zakup nieruchomości już o powierzchni 1 ha, nie tak jak w tej chwili – 5 hektarów. Zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego, zdaniem niektórych analityków, mogą okazać się szkodliwe, a poza tym Komisja Europejska może nie wyrazić zgody na ich wprowadzenie.

– Ograniczenie obrotu ziemią tylko do rolników indywidualnych (a tym samym wyłączenie np. grup producenckich, które działają na rynku dużo skuteczniej niż rolnicy indywidualni)) to skazanie polskich rolników, zwłaszcza tych najlepszych, na stanie się mniej konkurencyjnymi – uważa prof. Duczkowska-Małysz. – Jeżeli gospodarstwa nie będą mogły się łączyć w duże, to za 10-15 lat rolnicy nie będą mogli konkurować na rynku europejskim, bo ich koszty będą za wysokie.

Wyrównanie płatności

Trzeci priorytet nowego ministra to przygotowanie stanowiska do negocjacji Wspólnej Polityki Rolnej.

– Podczas planowanego w 2016 roku przeglądu Wspólnej Polityki Rolnej będziemy wnioskować o wyrównanie warunków konkurencji dla polskich rolników, a zwłaszcza o podniesienie stawek płatności obszarowych – zapowiada Krzysztof Jurgiel.

Warto uświadomić polskim rolnikom, że reforma Wspólnej Polityki Rolnej, która weszła w życie w styczniu 2014 roku, przewiduje już niwelowanie największych różnic w dopłatach, a więc płatności dla polskich rolników będą stopniowo rosły, a w krajach, gdzie są najwyższe – spadały. Niezależnie od planów naszego rządu. Średnia unijna dopłata w 2015 roku wynosi 240 euro na hektar. Polscy producenci rolni dostaną 207 euro na hektar (86 proc. Średniej). W 2007 roku otrzymywali 87 euro na 1ha (40 proc. średniej). Natomiast w 2020 dopłaty wzrosną do 212 euro na 1ha (88 proc. średniej UE). Rolnik z Holandii w 2007 roku dostawał 445 euro na 1ha (203 proc. średniej w UE), w 2015 ma 417 euro (174 proc.), a w 2020 dostanie 391 euro (163 proc.). W Hiszpanii, która jest dłużej niż Polska w UE, rolnik w 2007 roku miał 196 euro (89 proc.), w 2015 – 204 euro (85 proc.), a w 2020 dostanie 206 euro (86 proc.). Zdaniem ekonomistów na wyrównanie dopłat unijnych nie ma co liczyć, bo są one różne w różnych krajach i takie pozostaną. Polscy rolnicy nie mogą dostawać takich samych dopłat, jak producenci z krajów, w których jest wyższy poziom cen, dochodów i produkcji.

– Wydaje mi się, że polscy rolnicy, biorąc pod uwagę m.in. wydajność z gospodarstw i okres przynależności naszego kraju do UE, nie są krzywdzeni przez dopłaty bezpośrednie – skomentował w jednym z wywiadów prof. Jerzy Wilkin z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.

Rolnicy, jak pokazały wybory, dobrze oceniają propozycje PiS, chociaż te propozycje nie wprowadzają żadnych rewolucyjnych zmian, korygują jedynie obecnie obowiązujące ustawy. Wypada więc na razie wstrzymać się z ocenami tych projektów i cierpliwie czekać na rezultaty.

Leave a Reply

  • (not be published)